poniedziałek, 4 stycznia 2016

Samotnosć i gwiazdy


Takie wspomnienie z dzieciństwa: łyżwy dużo za duże, mocno niestabilne i niezbyt ostre, które jeszcze w domy ubierałam na siebie i schodziłam w nich po klatce schodowej stukając jak koń podkowami. Na dworze jeździłam z koleżankami po ulicy, na której kałuże zamarzły na kość tworząc przyjemne lodowisko. I tak do późnego wieczoru, aż mróz zaczął szczypać w policzki niemiłosiernie, aż do pierwszych odmrożeń palców dłoni i stóp. Uwielbiałam to. A najbardziej kiedy niebo zamieniało się w czysty ocean granatu z rozsypanymi drobinkami błyszczących diamencików. Było cicho, coraz mniej dzieci na ulicy, czasem zostawałam długo, przyprawiając mamę o zawał. Podobno kiedyś ludzie myśleli, że gwiazdy to ogniska innych plemion, przy których grzeją się ludzie...Na szczęście w bloku mieliśmy centralne ogrzewanie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz